Opinie, stanowiska


Opublikowano: 2007.07.14

Komentarz do artykułu „Na prywatnych uczelniach brakuje liderów” autorstwa Magdaleny Kuli, który ukazał się w „Rzeczpospolitej”, w dniu 6 lipca 2007 r.

Praktycznie rzecz biorąc „amnestia maturalna” nie ma nic wspólnego z poziomem nauczania w dobrych uczelniach wyższych.

Po pierwsze, poziom nauczania zależy przecież od tego, kto, czego i jak uczy. Istotne są cele nauczania i sposoby realizacji tych celów. Przykładowo, jeśli uczelnia deklaruje, że przygotowuje absolwentów do zdania egzaminu na aktuariusza, to musi zaoferować odpowiednie do tego programy nauczania i stosowną kadrę naukową.

Po drugie, dobre uczelnie wyższe stawiają wysokie progi rekrutacyjne i kandydaci, którzy na egzaminie maturalnym uzbierali mało punktów, po prostu się na studia w takich uczelniach nie dostają, albo nawet nie próbują składać dokumentów.

Faktem obiektywnym jest, natomiast, obniżający się przeciętny poziom posiadanej wiedzy i umiejętności kandydatów na studia. Jest to skutek wzrostu liczby oferowanych miejsc, a w konsekwencji liczby studiujących. Jeśli w ciągu ostatnich piętnastu lat liczba studentów wzrosła pięciokrotnie, to oczywiste jest, że wśród studentów obok wybitnych znaleźli się także przeciętni. A z tego musi wynikać obniżenie przeciętnego poziomu przygotowania do studiowania i nie ma w tym niczego zaskakującego.

Natomiast spadek przeciętnego poziomu nauczania wynika jedynie z dwukrotnego – w tym samym okresie – wzrostu liczby tak zwanych samodzielnych pracowników nauki. Jeśli zestawić to z pięciokrotnym zwiększeniem liczby uczelni, to jasne jest, że na statystycznego profesora przypada znacznie większa liczba studentów. Powoduje to obniżenie jakości w nauczaniu. A trzeba jeszcze pamiętać, że wspomniany wcześniej pięciokrotny wzrost liczby studentów nie rozłożył się równomiernie pomiędzy wszystkie kierunki.

Również masowe kształcenie w trybie zaocznym sprawia, że wiedza i umiejętności, które absolwenci wynoszą z tego rodzaju studiów, jest ugruntowana słabiej niż w przypadku studiów dziennych, a więc przeciętna wiedza absolwentów spada. Niestety kształcenie zaoczne (a są też uczelnie, które oferują studia eksternistyczne) daje rezultaty słabsze niż klasyczne studia dzienne. Warto zauważyć, że studia zaoczne pojawiły się masowo, ponieważ nakłady budżetowe nie rosły proporcjonalnie do wzrostu liczby chętnych do studiowania.

W uczelniach państwowych w roku 1990 studentów zaocznych było około 20% i taki był realny popyt na ten rodzaj studiów. Ostatnio jest ich około 50%, choć i popyt, i potencjalna podaż są większe. Wzrost liczby studentów zaocznych w uczelniach państwowych jest ograniczany z jednej strony przez „pojemność” uczelni, a z drugiej przez przepisy mówiące, że studentów zaocznych ma być nie więcej niż dziennych.

Kolejnym czynnikiem obniżających jakość kształcenia w uczelniach wyższych jest pojawienie się nowych uczelni prywatnych i państwowych oraz jednoczesny wzrost limitów przyjęć w „starych” uczelniach. Ten wzrost liczby miejsc na studiach spowodował naturalne obniżenie standardów rekrutacyjnych. Tylko nieliczne uczelnie utrzymywały swe tradycyjne, trudne egzaminy wstępne sprawdzające predyspozycje do studiowania konkretnych kierunków. Trzeba pamiętać, że te egzaminy miały na celu wybranie najlepszych spośród zbyt licznych kandydatów. Nowa ustawa o szkolnictwie wyższym zlikwidowała praktycznie egzaminy wstępne, wprowadzając w ich miejsce ujednoliconą maturę. Jej zaletą jest to, że wszyscy maturzyści zdają takie same egzaminy niezależnie od szkoły i województwa. Wadą matury – w kontekście rekrutacji na studia – jest natomiast jej ogólność, a więc brak związku z konkretnymi kierunkami studiów. Z tego powodu w wielu przypadkach trudno wybrać kandydatów najlepszych, bo matura mierzy opanowanie programu liceum, a nie przygotowanie i predyspozycje do studiowania. To powoduje, że na studia dostają się także kandydaci ogólnie dobrzy, ale nieprzygotowani do danego typu studiów. A więc system nowej matury sam w sobie obniża przeciętny poziom studiujących.

Należy jednak przypomnieć, że w pierwotnych założeniach systemu nowej matury mówiło się o zdobywaniu punktów bez określenia limitu koniecznego do jej zdania. Po prostu sprawdzian przeprowadzany na koniec nauki w szkołach ponadgimnazjalnych nie miał się kończyć określeniem „zdał” lub „nie zdał”. Gdyby wrócić do tej idei i przywrócić uczelniom wyższym autonomię w zakresie zasad rekrutacji, to z pewnością przyczyniłoby się to do przeciwdziałania obniżaniu poziomu nauczania.



Aktuariusz, według polskich wymogów, składa egzaminy obejmujące wiedzę z zakresu: matematyki finansowej, matematyki ubezpieczeń życiowych, matematyki ubezpieczeń majątkowych i osobowych (teorii ryzyka), rachunku prawdopodobieństwa i statystyki. W Polsce, by zostać wpisanym do rejestru aktuariuszy, wymagane jest złożenia z pozytywnym wynikiem egzaminów z w/w dziedzin przy Komisji Nadzoru Finansowego






Biuro Senatorskie Marka Rockiego, pl. Jana Henryka Dąbrowskiego 5, 00-057 Warszawa, tel. (22) 892 06 95, fax (22) 892 06 95